Strona główna › Blog › Bez kategorii
Zacznijmy od rozróżnienia, które oszczędzi Ci rozczarowania. Tapas w Barcelonie to nie to samo co w Sewilli czy Grenadzie. W Andaluzji tapas dostajesz za darmo do piwa. W Katalonii — płacisz za każdą porcję. Za to dostajesz tapas w wersji autorskiej: mniejsze porcje, większa różnorodność, często z kreatywnym twistem.
Pintxos to z kolei baskijska specjalność — kanapeczki na wykałaczce, które spotkasz na Carrer Blai w Poble Sec. A vermut (wymawiaj „bermut”) to lokalny rytuał: kieliszek wermutu z oliwką i plasterkiem pomarańczy, pity przed obiadem, najlepiej przed 14:00. W każdej szanującej się bodegze.
La Pepita (Carrer de Còrsega 343) to tapas fusion w najlepszym wydaniu. Słynna „pepita” — chrupiąca kanapka z kurczakiem, serem brie i karmelizowaną cebulą za 7€. Wnętrze: kafelki, drewno, gwar. Bez rezerwacji — przyjdź o 13:00 lub po 21:30.
Bar Bodega Quimet (Carrer de Vic 23) to świątynia vermutu. Dziadek Quimet otworzył ją w 1957 roku i od tego czasu niewiele się zmieniło. Zamów vermut de la casa (2,50€), do tego konserwy — anchois, małże w escabeche, papryczki piquillo. Rachunek rzadko przekracza 15€ od osoby. Uwaga: czynne tylko do 16:00 i zamknięte w niedziele.

Carrer Blai to ulica która w ciągu ostatnich 5 lat stała się mekką pintxos. W piątkowy wieczór trudno o miejsce. La Tasqueta de Blai (Carrer Blai 17) ma największy wybór — ponad 40 rodzajów pintxos po 2-3€ za sztukę. Płacisz za liczbę wykałaczek na talerzu (system samoobsługowy).
Quimet i Quimet (Carrer del Poeta Cabanyes 25) to legenda. Mikroskopijny bar bez krzeseł — stoisz przy beczkach. Specjalność: montaditos, czyli małe kanapki z konserwowymi przysmakami. Najsłynniejsza: z łososiem, serkiem i truflą (4,50€). Czynne tylko do 16:00, w niedzielę zamknięte. Kolejka od 12:30.
El Xampanyet (Carrer de Montcada 22) — nazwa mówi wszystko: „szampanik”, czyli domowe cava. Butelka za 12€, do tego anchois z Cantabrii i domowe konserwy. Wnętrze z ceramicznymi kaflami, gwar, zero turystycznego blichtru mimo lokalizacji tuż obok Museu Picasso.
Bar Calders (Carrer del Parlament 25) w Sant Antoni to ulubione miejsce niedzielnych spotkań. Taras na chodniku, vermut, papierosy i tapas — patatas bravas (5€), croquetas de jamón (6€). W niedzielę o 12:00 wszystkie stoliki zajęte — przyjdź wcześniej.
Jai-Ca (Carrer de Ginebra 13) to hałaśliwy bar rybny z 1955 roku. Tapas morskie: chipirones (kalmary) za 8€, gambas al ajillo (krewetki w czosnku) za 10€, bomba (ziemniaczana kula z mięsem i ostrym sosem, 4€). Zamawia się przy barze — jeśli nie mówisz po hiszpańsku, pokazuj palcem.
Can Maño (Carrer del Baluard 12) — bez szyldu, bez menu, bez angielskiego. Znajdziesz po kolejce przed drzwiami. Świeże ryby z porannego połowu — raciones (większe porcje) od 8-12€. Kelner zapisuje zamówienie na papierowym obrusie. Gotówka tylko.
Vermut przed 14:00, nie po kolacji. Menu del día (3 dania + napój + chleb) za 12-15€ zamiast tapas à la carte — bardziej się opłaca. Unikaj restauracji z naganiaczami przed wejściem. Nie płać za pan con tomate osobno — jeśli jest na stole, powinien być wliczony. Napiwek nie jest obowiązkowy — zostawiasz drobne (5-10%) tylko przy bardzo dobrej obsłudze. Prawdziwy wieczór tapas dla dwóch osób z winem to 40-50€, nie 80-100€ które zobaczysz na Rachunkach z Rambli.

Sprawdzone porady, mniej znane miejsca i praktyczne triki na wyjazd do Barcelony — prosto na Twój e-mail. Bez spamu, wypisujesz się jednym kliknięciem.