Strona główna › Blog › Porady

Mieszkam w Barcelonie kilkanaście lat i regularnie dostaję to samo pytanie od znajomych, którzy przyjeżdżają w odwiedziny: co warto zobaczyć poza samym miastem, jeśli mamy tylko jeden dzień. Odpowiadam zawsze tak samo — Figueres. Nie dlatego, że to jakieś ukryte, tajemnicze miejsce, bo akurat jest odwrotnie: to rodzinne miasto Salvadora Dalego i mieści się tam jedno z najbardziej szalonych muzeów, jakie widziałem w życiu.
Figueres leży około 140 kilometrów na północ od Barcelony, w głębi Katalonii, niedaleko granicy z Francją i kawałek od wybrzeża Costa Brava. To nie jest wycieczka, na którą trzeba się długo szykować — pociąg jedzie tam bezpośrednio, nie trzeba wynajmować samochodu, nie trzeba nawet specjalnie wcześnie wstawać.
Co tam właściwie jest do roboty przez jeden dzień? Przede wszystkim Teatr-Muzeum Dalego, zaprojektowane przez samego artystę i zaskakujące na każdym kroku. Do tego mniejsze, ale też ciekawe atrakcje związane z Dalim rozsiane po całym mieście, plus przyzwoita katalońska kuchnia i twierdza wojskowa na wzgórzu. Da się to wszystko ogarnąć w jeden dzień bez pośpiechu, wracając do Barcelony wieczorem tym samym pociągiem, którym się przyjechało.
Do Figueres można dojechać na dwa sposoby i różnica jest spora, więc warto ją znać przed zakupem biletu.
Pierwsza opcja to pociąg regionalny Rodalies, linia R11, którym wsiada się na stacji Barcelona Sants albo na Plaça de Catalunya (pociąg zatrzymuje się na kilku stacjach w mieście po drodze). Jedzie wolniej, zwykle około dwóch godzin, ale ma jedną wielką zaletę — wysiada się na stacji Figueres, która leży praktycznie w centrum miasta, blisko muzeum Dalego. Nie trzeba dodatkowo dojeżdżać autobusem ani taksówką.

Druga opcja to szybki pociąg AVE lub Avant, który dojeżdża w około 50 minut do godziny. Brzmi kusząco, ale ma haczyk — zatrzymuje się na stacji Figueres-Vilafant, która leży kilka kilometrów od centrum i od muzeum. Trzeba stamtąd dojechać autobusem miejskim albo taksówką, co dokłada czas i koszt do całej podróży.
Jeśli komuś zależy głównie na wygodzie i braku przesiadek, R11 z Rodalies jest prostszym wyborem, mimo dłuższego czasu jazdy. Bilet jednorazowy na regionalny R11 to wydatek rzędu 12 €, a na AVE/Avant zapłacisz zwykle od kilkunastu do trzydziestu euro, w zależności od tego, jak wcześnie kupisz — aktualne ceny i rozkłady sprawdzisz tuż przed wyjazdem na stronie Renfe lub w aplikacji Rodalies.
Teatre-Museu Dalí to bez przesady jedno z najbardziej oryginalnych muzeów, jakie odwiedziłem w Europie. Mieści się w budynku dawnego teatru miejskiego, który spłonął podczas wojny domowej, a Dalí sam zaprojektował jego przebudowę i sam zdecydował, że chce być tam pochowany — i faktycznie jest, w krypcie pod sceną.
To, co odróżnia to miejsce od typowej galerii sztuki, to fakt, że samo muzeum jest jednym wielkim dziełem surrealistycznym. Czerwona fasada z chlebowymi bochenkami na dachu, jajka na szczycie kopuły, samochód w wewnętrznym dziedzińcu, z którego leje się woda podczas deszczu — to wszystko zaprojektował sam artysta, nie kurator z zewnątrz.
W środku warto zwrócić uwagę na słynny pokój, który z jednej perspektywy wygląda jak twarz Mae West, a złożony jest z sofy, kominka i obrazów. Jest też sala z iluzjami optycznymi, gdzie obraz zmienia się w zależności od odległości i kąta patrzenia. To muzeum trzeba zwiedzać powoli, bo mnóstwo detali umyka przy szybkim przejściu przez sale.
Bilet normalny online kosztuje około 18 € (w szczycie sezonu nieco więcej), a wejściówkę najlepiej kupić wcześniej na salvador-dali.org — muzeum wpuszcza zwiedzających na konkretne godziny i w sezonie miejsca potrafią się skończyć. Latem i wczesną jesienią kolejki przed kasami bywają długie.
Tuż obok głównego gmachu mieści się Dalí·Jewels — osobna ekspozycja biżuterii zaprojektowanej przez Dalego. To trzydzieści kilka precyzyjnie wykonanych sztuk ze złota, diamentów, rubinów i pereł, w tym słynne serce z rubinami, które faktycznie pulsuje mechanicznie jak żywe. To zupełnie inny rejestr niż malarstwo — mniej szalony, bardziej jubilerski, ale równie charakterystyczny dla stylu artysty.
Kawałek dalej w mieście stoi Casa Natal, czyli dom, w którym Dalí się urodził, przy Carrer Monturiol. To bardziej kameralne miejsce, skierowane do tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej o dzieciństwie i rodzinie artysty, niż zobaczyć spektakularne instalacje.
Jeśli zostaje czas, warto wspiąć się na wzgórze nad miastem, gdzie stoi Castell de Sant Ferran — jedna z największych twierdz w Europie, zbudowana w XVIII wieku. Z samym Dalim nie ma bezpośredniego związku, ale to solidna atrakcja sama w sobie, z rozległymi widokami na okolicę i możliwością zwiedzania podziemnych korytarzy i cystern. Wstęp jest płatny, a godziny otwarcia zmieniają się w zależności od sezonu, więc przed wejściem warto rzucić okiem na stronę twierdzy.

Żeby nie biegać w kółko, warto ustawić sobie w głowie prostą kolejność.
Wyjazd z Barcelony najlepiej zaplanować na wczesny ranek, tak żeby dotrzeć do Figueres przed godziną dziesiątą. Muzeum Dalego bywa oblegane w środku dnia, szczególnie latem i wczesną jesienią, więc im wcześniej się tam pojawi, tym spokojniej zwiedza.
Zwiedzanie samego Teatru-Muzeum zajmuje realnie od dwóch do trzech godzin, jeśli nie spieszyć się i faktycznie przyjrzeć detalom, a nie tylko przejść przez sale. Dali·Jewels dokłada kolejne pół godziny.
Na lunch dobrze zostawić sobie czas w okolicach wczesnego popołudnia, kiedy większość lokali serwuje menu dnia. Po jedzeniu, jeśli zostaje energia i czas, warto przejść się do Casa Natal albo wybrać się w stronę Castell de Sant Ferran — ale to już opcja dla tych, którzy nie planują zwlekać z powrotem.
Powrotny pociąg najlepiej zaplanować na późne popołudnie albo wczesny wieczór, tak żeby nie gonić na ostatni kurs. Cały dzień, licząc dojazd w obie strony, zajmuje spokojnie od ośmiu do dziesięciu godzin.
Figueres to typowe katalońskie miasto powiatowe, więc jedzenie jest solidne, bez zbędnego zadęcia. W centrum, wokół Rambli i starówki, znajdziemy sporo lokali z klasycznym menú del día — czyli zestawem obiadowym z przystawką, daniem głównym i deserem za stałą cenę, typowym dla całej Katalonii w dni robocze.
Warto szukać dań typowo katalońskich: escalivada (pieczone warzywa z papryki i bakłażana), fideuà (odmiana paelli robiona z makaronu zamiast ryżu, popularna bliżej wybrzeża), czy klasyczne pa amb tomàquet, czyli pieczywo z pomidorem i oliwą, które w Katalonii podaje się praktycznie do wszystkiego.
Ponieważ Figueres leży niedaleko Costa Brava, na wielu talerzach pojawiają się też owoce morza i ryby — kalmary, sardele z Costa Brava (zwłaszcza z pobliskiego L’Escala) czy dorsz w różnych odsłonach.
Nie będę tu podawał konkretnych nazw restauracji, bo nie chcę polecać miejsc, których sam nie sprawdziłem osobiście na tyle świeżo, żeby ręczyć za jakość i aktualność oferty. Najprościej jest przejść się starówką w porze lunchu i wybrać lokal, przed którym stoi tablica z menú del día — to sprawdzony sposób na uniknięcie turystycznych pułapek blisko samego muzeum.
Kilka rzeczy, które warto wiedzieć przed wyjazdem.
Ostatecznie Figueres to jeden z tych wypadów, po których wraca się zmęczonym, ale z konkretnym wrażeniem, że zobaczyło się coś naprawdę innego niż standardowe zwiedzanie kolejnego katalońskiego miasteczka. Dalí zadbał o to, żeby nikt nie wyszedł stamtąd obojętny.
Chcesz odkryć więcej tajemnic Barcelony? Zajrzyj do naszych sprawdzonych tras, ukrytych perełek i praktycznych wskazówek — wszystko czeka w jednym miejscu.

Sprawdzone porady, mniej znane miejsca i praktyczne triki na wyjazd do Barcelony — prosto na Twój e-mail. Bez spamu, wypisujesz się jednym kliknięciem.