Strona główna › Blog › Relacje

Po paru latach mieszkania w Barcelonie nastał w końcu ten dzień, że wybrałem się (wraz z młodszą latoroślą)do stolicy!
Dla prawdziwych Katalończyków odwiedziny Madrytu są jak wyprawa w jedną stronę do jakiś odległych krajów, w których na pewno zostaniesz zjedzony a jeśli nie to przynajmniej będziesz się czuć BARDZO, ALE TO BARDZO ŹLE!
Dlatego pytając moich katalońskich znajomych co zobaczyć w Madrycie jedyną radę, jaką mi dali to — nie jedz tam, bo nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia. Ewentualnie słyszałem od nich slogan, że Hiszpania jest jak donat — piętna, pulchna i smaczna dookoła z wielką ziejącą dziurą w środku (cóż widać Katalończycy wciąż nie przepadają za stolicą 😉 ). Co ciekawe znalazłem nawet mapę, z której wynika, że miastem, którego Hiszpanie wstydzą się najbardziej …jest właśnie Madryt!
Jedyne propozycje, jakie dostawałem to oczywiście pałac królewski i … Santiago Bernabeu! (choć mieliśmy przykaz, by pojawić się tam w koszulkach FC Barcelony i najlepiej śpiewać hymn Barcy zwiedzając siedzibę odwiecznego rywala!), czyli stadion Realu Madryt!
Po przyjeździe do Madrytu swoje kroki skierowaliśmy właśnie na wspomniany obiekt. Jako że mój młody raczej za klubem z Madrytu nie przepada, to zrobienie mu pamiątkowego zdjęcia przed stadionem nie nadaje się do publikacji 🤦♂️. A po wysłaniu go matce dostaliśmy tylko odpowiedź …

Ale wracając do wycieczki — stadion okazał się otoczony ogrodzeniem, a na jego terenie wyglądało, że nadal trwają jakieś prace remontowe — przed przyjazdem byłem święcie przekonany, że wszystko jest już ukończone, ale widać nieco się myliłem. Po obejściu prawie całego stadionu (bez sensu, że nie ma żadnych znaków, którędy i gdzie iść) w końcu dotarliśmy do wejścia! Rozpoczynaliśmy zwiedzanie muzeum i stadionu najbardziej utytułowanej drużyny piłkarskiej na świecie!
Po wejściu na teren stadionu oczywiście kolejka (w której trzeba stać (🤦♂️ – to pierwszy palm face, a będzie ich podczas tej wycieczki cała masa!), bo trzeba koniecznie zrobić sobie zdjęcie — oczywiście można go potem nie odebrać, ale odstać w kolejce to nie tyle przywilej ile niestety obowiązek — dla mnie zmarnowane 15 minut.
Po zrobieniu zdjęcia weszliśmy w końcu do sali muzeum, w której znajdują się puchary klubowe.
Jako że wraz z młodym jesteśmy socio FC Barcelony i wielokrotnie odwiedzaliśmy stadion Camp Nou, wiemy, ja wygląda to w Barcelonie i tego też spodziewaliśmy się tutaj, czyli:
Po wejściu do muzeum (czy czegoś, co miało je przypominać) mamy grafikę przedstawiającą, jak zmieniało się logo klubu na przestrzeni lat — jak na historię to muszę powiedzieć wyjątkowo skromnie.
Następnie gablota z kilkunastoma pucharami krajowymi w tym jeden, przy którym zapisano liczbę 35.
Obok druga gablota z pucharami europejskimi i to cała „pierwsza” sala (czy właściwie przedsionek nieco większej sali)

w dalszej części prezentuje się 14 pucharów za zdobycie ligi mistrzów (za którymi fruwa confetti) i dziwnie wyglądający puchar umieszczony w niewielkiej gablocie na ścianie. (dla najlepszej drużyny XX wieku)
Obok kolejna gablota gdzie prezentowane są złote piłki i złote buty.
Jakaś mikro salka (na może 5 osób) gdzie chyba coś wyświetlano (nie wiem, nie zaglądaliśmy za kotarę) i korytarz kierujący do wyjścia.
Międzyczasie mijamy jeszcze kilka pucharów za wygrane w koszykówce (nie miałem pojęcia, że real to tylko piłka i koszykówka — FCB to 6 profesjonalnych dyscyplin sportowych, a i to wydawało mi się niewiele).
Przechodzimy skromnym 5-metrowym korytarzem wprost na trybuny stadionu!
Prezentuje się …tak sobie wciąż trwają jakieś prace na niektórych trybunach, ale murawa przygotowana jest do rozgrywania meczów.
Na chwilę usiedliśmy na trybunach (by zrobić chwilę przerwy i zjeść jakaś śniadaniową kanapkę) i ruszamy dalej na zwiedzanie.
Przeszliśmy ok. 5 metrów do kolejnych drzwi, gdzie pan zeskanował nam bilety i … okazało się, że właśnie zakończyliśmy tour!
Muszę powiedzieć, że nie wiem, kto z nas był w większym szoku!
Trafiliśmy do sklepu, który swoimi rozmiarami był mniej więcej 2 razy większy niż cały tour, który przed chwilą zakończyliśmy.
Gdyby nie 15 minut oczekiwania na zrobienie zdjęcia całość zakończylibyśmy … po 15 minutach!
Po prostu szok!
Sprawdziliśmy jeszcze ceny koszulek i wyszliśmy przed stadion, aby zadzwonić i zdać relację z odbytego właśnie touru.
Międzyczasie przed wejściem pojawił się przebrany za jednego z Simpsonów kibic realu Madryt, zapraszając, by zrobić sobie z nim zdjęcie.
Pomyślałem, że chociaż tak ten bądź co bądź wielki klub chce się zrewanżować za swój 💩 tour. Zrobiliśmy sobie wobec tego z nim fotkę … i okazało się, że nie ma on nic wspólnego z klubem a za fotkę trzeba mu po prostu zapłacić 🤦♂️
Wróciliśmy na stare miasto, bo zwiedzanie Bernabeu nie ma najmniejszego sensu!
Podsumowując i porównując te 2 toury, śmiało mogę powiedzieć, że:
Drogi Realu
Być może nie udało się tego wszystkiego zorganizować lepiej, możliwe, że podczas remontu nie muzeum czy tour jest najważniejszy, ale na chwilę obecną robisz to Bardzo źle! I jeśli ktokolwiek zastanawiałby się, czy lepiej odwiedzić Madryt (i ich tour) czy może wybrać Barcelonę (i Camp Nou) to wybór wydaje się nie tyle oczywisty, ile właściwie nie ma go wcale!
Na dziś Bernabeu to 200% porażki!
